piątek, 27 sierpnia 2010

I po wakacjach...

Z nowymi siłami (?!), wypoczęta (...) i z radością na obliczu (hehe) zaczynamy od początku ciągnąć ten majdan.
Mazury były najpierw (krótki rekonesans) potem przerwa na odrobinę starożytności i powrót na mazury.
Może i wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ale ja i tak w końcu ląduję w jakiejś Pipidówie. I dobrze mi z tym!
Jak mnie leń opuści to jakieś fotki wrzucę, chyba zachowały się na aparacie.
Dobra spadam, robota czeka, piszczy i tupie!

Brak komentarzy: